Burchard Kazimierz

Burchard Kazimierz (1930? - 26.04.2012) – artysta chóru Filharmonii Narodowej, wieloletni współpracownik i Honorowy Członek Chóru Akademickiego Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel muzyki, kapitan "EMF", żeglarz, autor książki "Dzienniki Pokładowe", miłośnik Pojezierza Brodnickiego, o wodach którego tak pisał w jednym ze swoich tekstów:

Wody Pojezierza Brodnickiego są skromne rozmiarami. Lecz przy odrobinie fantazji mogę na Bachotku opływać Horn, manewrować w Trójkącie Bermudzkim, uchylać się od filipińskich tajfunów i wychodzić na sucho z monsunowych opadów.
Kazimierz Burchard, Ziemia Michałowska, nr 5 (260), maj 2009

Kto raz trafił na Pojezierze Brodnickie i poznał wszystkie uroki tego miejsca wie, że nie sposób na zawsze się z tym miejscem rozstać. Kazimierz Burchard po raz pierwszy przyjechał na stanicę wodną w Bachotku w 1973 roku. Był wtedy członkiem chóru akademickiego Uniwersytetu Warszawskiego. Spodobało mu sie to miejsce.

Miało charakter i klimat nadający sie do wyciszenia i samotnych rejsów pod żaglem, o czym marzył od lat chłopięcych. Na razie jednak mógł tylko pozazdrościć swojemu bratu, który we wspomnianym 1973 roku nabył niewielką, składaną łódź. Spędził na niej 4-5 sezonów na wodzie i jednostę odłożył.

W 1995 roku łódka trafiła na własność Kazimierza Burcharda, który od tamtego czasu nieprzerwalnie, co roku wykorzystuje ją na jeziorze Bachotek za dom, sypialnię i oczywiście jednostkę pływającą.

Trudno uwierzyć, patrząc na tę mającą ledwo 2 metry długości i 6,5 metra powierzchni żagla łupinę, że można na niej spędzić niemal całą dobę. Kazimierz Burchard nie zamieniłby ją na żadną inną łódź. Pozwala się rozłożyć i zapakować do trzech toreb. Na szczęście jej kapitan nie jest dryblasem i kiedy przychodzi noc, na podłodze można w miarę swobodnie rozłożyć materac dmuhany i śpiwór. Płachta żagla służy za dach.

Posłanie na takim jachcie pewnie nie jest zbyt wygodne, ale za to można być świadkiem pieknych poranków na jeziorze. Słuchać śpiewu ptaków, odgłosu pluskających się ryb. Oglądać o świcie zmieniające się kolory drzew i trzciny.

Wszędzie panuje niezwykła cisza i spokój. Żadnych odgłosów cywilizacji. Kazimierz Burchard twierdzi, że świt na Bachotku przypomina mu obraz Józefa Chełmońskiego przedstawiający łowiącego rybaka. Gama kolorów jest niebywała. Czysty impresjonizm.
Źródło: Paweł Stanny, Ziemia Michałowska, nr 4 (259), kwiecień 2009